Niesamowita książka o poszukiwaniu siły do życia: "Ścieżki nadziei" - recenzja


Ostatnio miałam przyjemność przeczytać najnowszą książkę Evansa, której premiera 1 lutego! Nawet nie macie pojęcia jaka to frajda dostać książkę, na której okładce jest napisane "Egzemplarz próbny, tekst przed ostateczną korektą". ;) 

Czuje się bardzo wyróżniona, że miałam szansę przeczytać najnowszą książkę Richarda Paula Evansa na miesiąc przed premierą. Ścieżki nadziei to piąta i ostatnia część serii Dzienniki pisane w drodze. Mimo, że jest to ostatni tom czytelnik nie czuje się zagubiony. Świadczy to moim zdaniem o kunszcie autora, który umie krótko napomknąć o minionych wydarzeniach, tak aby nie powodować dyskomfortu niewiedzy u czytelnika. Z pewnością warto przeczytać też poprzednie części, ale jeśli akurat tylko ta książka wpadła wam w ręce to nie odkładajcie jej na później bo nie warto! 

Richard Paul Evans umie tworzyć niesamowite postaci w swoich książkach. Tym razem znów nie zawiódł. Główny bohater - Alan - wyrusza na pieszą wędrówkę przez Stany Zjednoczone po śmierci swojej ukochanej żony. W sumie sam nie wie dlaczego wyrusza w tak dziwną podróż, ale brnie do przodu mimo niepewności i niepowodzeń. 

Książka jest napisana bardzo lekkim i przyjemnym stylem. Jest bardzo wciągająca, także możecie sobie od razu zarezerwować na nią cały wieczór ;) Podobało mi się jej przesłanie - poszukiwanie nadziei i podnoszenie się po niepowodzeniach. Myślę, że wiele osób może ta książka poruszyć i pomóc im odzyskać wiarę w siebie. 

Gorąco polecam, nie tylko fanom Evansa, nie tylko kobietom ale wszystkim, który potrzebują ochoty, nawet jeśli o tym nie wiedzą!


Tytuł: Ścieżki nadziei
Tytuł oryginału: Walking On Water
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Między Słowami
Rok wydania: 2017
Oprawa: miękka
Stron: 303


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu


Komentarze

  1. To nie jest co prawda mój ulubiony gatunek, ale od czasu do czasu trzeba trochę zaszaleć, więc będę mieć tytuł na uwadze ;)

    Pozdrawiam i przepraszam, że tak dawno mnie tutaj nie było ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz