Wyobraźcie sobie, że to już tydzień, odkąd jestem w Camerino. W związku z tym chciałam przedstawić wam moje przemyślenia na temat pobyt tutaj.
1. Włosi nigdy, nigdzie się nie spieszą. Wykład zaczynający się 20 minut później niż powinien to norma. Wszystko jest "piano, piano". Jeszcze się nie wczułam niestety w ten klimat, ale staram się jak mogę :D
2. Camerino to jakiś włoski wyjątek, bo niestety nie jest tu ciepło! ;) Ale za to rekompensuje pięknymi widokami na góry. Odkąd tu jesteśmy zdążyłyśmy zaobserwować, że mnóstwo śniegu z gór zdążyło już stopnieć, wiec może jest cieplej niż nam się wydaje. W sumie po tym jak usłyszałam, że w Łodzi pada śnieg, to u nas faktycznie - prawie jak Hawaje ;P Jeszcze co do gór mam taką jedną śmieszną refleksję... Zawsze jak wracamy z uczelni to idziemy na wprost takiej góry, która jest, a może tylko wygląda na, trochę odsuniętą od pozostałych. Nie wiem z jakiego powodu, ale nieodmiennie kojarzy mi się ta góra z Samotną Górą z Hobbita i wciąż podśpiewuję sobie "Misty mountains cold" w dordze do akademika... ;)
http://www.youtube.com/watch?v=BEm0AjTbsac
3. Universita degli Studi di Camerinio otrzymał w zeszłym roku nagrodę dla najlepszego "małego" uniwersytetu we Włoszech, cokolwiek to oznacza. Zdecydowanie jest mały (na trzecim roku Biotechnologii jest 15 studentów) ale zyskał teraz wielu studentów, bo hojnie rozdaje stypendia. Wyjeżdżając na erasmusa spodziewałam się, że poznam ludzi z innych krajów, ale tutaj łatwiej spotkać kogoś innej narodowości niż Włocha! A przynajmniej na naszym wydziale, pewnie dlatego, że studia są po angielsku. Przyjechało tu wielu chińczyków, jest mnóstwo nigeryjczyków, ludzi z Ghany, Indii, Pakistanu, do wyboru do koloru. Często można tu usłyszeć historię typu "Moi rodzice są Włochami, ja urodziłam się i wychowałam w Etiopii, a teraz przyjechałam do Włoch na studia" czy "Jestem Nigeryjczykiem, ale wychowałem się we Włoszech" itp. NIESAMOWITE! Jedyny minus jest taki, że te różne narodowości mają czasami bardzo dziwne akcenty i szczerze mówiąc, trzeba się wysilić żeby ich zrozumieć. Kto ogląda Big Bang Theory ten pewnie kojarzy Rajesha - ja poznałam takiego Raja w rzeczywistości ;) Zawsze myślałam, że trochę koloryzują z tym akcentem, żeby było śmieszniej w serialu, ale się myliłam - w ogóle nie przesadzają! Myślałam, że wpadnę pod stół jak usłyszałam taki sam akcent u prawdziwego Hindusa. Jeszcze w dodatku ten chłopak przyjechał robić tu doktorat z teoretycznej fizyki - co za zbieg okoliczności! :P Kolejną ciekawostką dla mnie jest fakt, że Afrykanie często mają problem z wymówieniem zbitki "sk" dlatego zamiast ask mówią aks. Jak usłyszałam to po raz pierwszy to myślałam, że tylko sobie żartują, ale ku mojej uciesze okazało się, że nie, dzięki temu jest to dla mnie nieustanny powód do śmiechu...
4. Pierwszy tydzień to największe wydatki - trzeba było kupić czajnik, garnek, patelnię i w ogóle całą masę rzeczy potrzebnych do kuchni. Do tego różne środki do sprzątania, no i przede wszystkim jedzenie. Na szczęście dostałam już przelew ze stypendium z uczelni, więc na razie jestem obrzydliwie bogata, ale zaraz muszę zapłacić za akademik no i skończy się sielanka... ;)
5. W Camerino jest nudno. I uczelniane wifi blokuje dostęp to takich stron jak ekino.tv więc oglądam wszystko co mam na dysku, a jak przyjadę na święta do domu to zgrywam wszystkie filmy jakie się da, bo inaczej tu zwariujemy. Każdy kto tu studiuje pyta nas jak długo tu będziemy i kiedy odpowiadamy, że pewnie do końca czerwca to stwierdzają tylko "to chyba jakoś wytrzymacie" bo generalnie oni robią co mogą żeby się stąd wyrwać i zgodnie twierdzą, że po trzech miesiącach ma się już serdecznie dość Camerino. Zobaczymy ;)
6. Stosunek innych studentów do nas jest bardzo entuzjastyczny, nie czujemy się w żaden sposób wykluczane, bardzo mi się to podoba. Nauczyciele też są dla nas nad wyraz mili, pytają czy ich angielski jest zrozumiały itp. Podobno erasmusi mają tu też fory u wykładowców na egzaminach. Zgodnie z Laurą stwierdziłyśmy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo na politechnice bardzo nas denerwowało jak erasmusom było łatwiej coś pozaliczać, ale jakoś tu nam zupełnie nie przeszkadza, że być może będziemy miały lżej :D
Jejku, ależ się rozpisałam dzisiaj... Chyba musiałam nadrobić to milczenie w ciągu tygodnia ;) Z racji tego, że piątki mam wolne to powiem szczerze, że mam wrażenie jakby byłą dziś sobota albo może nawet i niedziela. I z okazji piątku ugotowałam sobie na obiad Spaghetti Napoli i żeby nie było postu bez zdjęcia, to niech wam teraz cieknie ślinka... ;)
Trzymajcie się ciepło w zaśnieżonej Polsce i innych krajach! Ciao!
1. Włosi nigdy, nigdzie się nie spieszą. Wykład zaczynający się 20 minut później niż powinien to norma. Wszystko jest "piano, piano". Jeszcze się nie wczułam niestety w ten klimat, ale staram się jak mogę :D
2. Camerino to jakiś włoski wyjątek, bo niestety nie jest tu ciepło! ;) Ale za to rekompensuje pięknymi widokami na góry. Odkąd tu jesteśmy zdążyłyśmy zaobserwować, że mnóstwo śniegu z gór zdążyło już stopnieć, wiec może jest cieplej niż nam się wydaje. W sumie po tym jak usłyszałam, że w Łodzi pada śnieg, to u nas faktycznie - prawie jak Hawaje ;P Jeszcze co do gór mam taką jedną śmieszną refleksję... Zawsze jak wracamy z uczelni to idziemy na wprost takiej góry, która jest, a może tylko wygląda na, trochę odsuniętą od pozostałych. Nie wiem z jakiego powodu, ale nieodmiennie kojarzy mi się ta góra z Samotną Górą z Hobbita i wciąż podśpiewuję sobie "Misty mountains cold" w dordze do akademika... ;)
http://www.youtube.com/watch?v=BEm0AjTbsac
3. Universita degli Studi di Camerinio otrzymał w zeszłym roku nagrodę dla najlepszego "małego" uniwersytetu we Włoszech, cokolwiek to oznacza. Zdecydowanie jest mały (na trzecim roku Biotechnologii jest 15 studentów) ale zyskał teraz wielu studentów, bo hojnie rozdaje stypendia. Wyjeżdżając na erasmusa spodziewałam się, że poznam ludzi z innych krajów, ale tutaj łatwiej spotkać kogoś innej narodowości niż Włocha! A przynajmniej na naszym wydziale, pewnie dlatego, że studia są po angielsku. Przyjechało tu wielu chińczyków, jest mnóstwo nigeryjczyków, ludzi z Ghany, Indii, Pakistanu, do wyboru do koloru. Często można tu usłyszeć historię typu "Moi rodzice są Włochami, ja urodziłam się i wychowałam w Etiopii, a teraz przyjechałam do Włoch na studia" czy "Jestem Nigeryjczykiem, ale wychowałem się we Włoszech" itp. NIESAMOWITE! Jedyny minus jest taki, że te różne narodowości mają czasami bardzo dziwne akcenty i szczerze mówiąc, trzeba się wysilić żeby ich zrozumieć. Kto ogląda Big Bang Theory ten pewnie kojarzy Rajesha - ja poznałam takiego Raja w rzeczywistości ;) Zawsze myślałam, że trochę koloryzują z tym akcentem, żeby było śmieszniej w serialu, ale się myliłam - w ogóle nie przesadzają! Myślałam, że wpadnę pod stół jak usłyszałam taki sam akcent u prawdziwego Hindusa. Jeszcze w dodatku ten chłopak przyjechał robić tu doktorat z teoretycznej fizyki - co za zbieg okoliczności! :P Kolejną ciekawostką dla mnie jest fakt, że Afrykanie często mają problem z wymówieniem zbitki "sk" dlatego zamiast ask mówią aks. Jak usłyszałam to po raz pierwszy to myślałam, że tylko sobie żartują, ale ku mojej uciesze okazało się, że nie, dzięki temu jest to dla mnie nieustanny powód do śmiechu...
4. Pierwszy tydzień to największe wydatki - trzeba było kupić czajnik, garnek, patelnię i w ogóle całą masę rzeczy potrzebnych do kuchni. Do tego różne środki do sprzątania, no i przede wszystkim jedzenie. Na szczęście dostałam już przelew ze stypendium z uczelni, więc na razie jestem obrzydliwie bogata, ale zaraz muszę zapłacić za akademik no i skończy się sielanka... ;)
5. W Camerino jest nudno. I uczelniane wifi blokuje dostęp to takich stron jak ekino.tv więc oglądam wszystko co mam na dysku, a jak przyjadę na święta do domu to zgrywam wszystkie filmy jakie się da, bo inaczej tu zwariujemy. Każdy kto tu studiuje pyta nas jak długo tu będziemy i kiedy odpowiadamy, że pewnie do końca czerwca to stwierdzają tylko "to chyba jakoś wytrzymacie" bo generalnie oni robią co mogą żeby się stąd wyrwać i zgodnie twierdzą, że po trzech miesiącach ma się już serdecznie dość Camerino. Zobaczymy ;)
6. Stosunek innych studentów do nas jest bardzo entuzjastyczny, nie czujemy się w żaden sposób wykluczane, bardzo mi się to podoba. Nauczyciele też są dla nas nad wyraz mili, pytają czy ich angielski jest zrozumiały itp. Podobno erasmusi mają tu też fory u wykładowców na egzaminach. Zgodnie z Laurą stwierdziłyśmy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo na politechnice bardzo nas denerwowało jak erasmusom było łatwiej coś pozaliczać, ale jakoś tu nam zupełnie nie przeszkadza, że być może będziemy miały lżej :D
Jejku, ależ się rozpisałam dzisiaj... Chyba musiałam nadrobić to milczenie w ciągu tygodnia ;) Z racji tego, że piątki mam wolne to powiem szczerze, że mam wrażenie jakby byłą dziś sobota albo może nawet i niedziela. I z okazji piątku ugotowałam sobie na obiad Spaghetti Napoli i żeby nie było postu bez zdjęcia, to niech wam teraz cieknie ślinka... ;)
Tak na marginesie, podobno we Włoszech z okazji dnia kobiet to kobiety wręczają sobie nawzajem bukieciki żółtych mimoz. Niestety nie wręczyłyśmy ich sobie z Laurą bo nie było mimoz w eurospinie (czyli markecie koło nas) ale za to kupiłyśmy sobie gerberkę na parapet w kuchni ;)
A tu trochę więcej na temat tej tradycji oraz zdjęcie mimozy:
Jak co roku 8 marca włoskie ulice wypełniają się żółtymi bukiecikami. Na każdym rogu, placu, dworcu, stacji metra, z każdej strony atakują nas sprzedawcy mimoz. Zgodnie z wieloletnią tradycją kwiaty te są co roku wręczane kobietom we Włoszech właśnie w dniu ich święta.
Te żółte gałązki – niezbyt popularne w Polsce, w ciepłym klimacie występują również jako chwasty dlatego we Włoszech spotkać je można przy większości ulic, wystarczy lekko ich dotknąć by straciły świeżość i zwiędły. Właśnie dlatego ukazywać mają one kobiecą delikatność i niewinność. Mimozy symbolizują także autonomię i wolność - ze względu na zdolność tego drzewka do adaptowania się w różnych – również trudnych warunkach.
Trzymajcie się ciepło w zaśnieżonej Polsce i innych krajach! Ciao!

Komentarze
Prześlij komentarz