Colomba

Wczoraj zapomniałam jeszcze dodać, że w piątek od rana zaskoczyła nas nietypowa jak do tej pory aura:
Te białe kropki, które widzicie, to wcale nie brud na moim obiektywie ;) To padał ŚNIEG! Ale od razu się rozpuszczał, więc w ogóle nie wiem po co się fatygował...
Za to dzisiaj Camerino zaskoczyło nas burzą! I to z gradem... 
Ale żadna burza nam nie straszna! ;)

Dzisiaj obiecałam kilka słów o cieście o nazwie Colomba. Postanowiłyśmy zakupić je w pobliskim markecie, gdyż kusiło ciekawym wyglądem i tym, że na wystawie były bardzo duże ilości pięknie zapakowanych słodkości. Jak się domyśliłyśmy jest to ciasto wielkanocne. Podawane tradycyjnie na deser po włoskim obiedzie wielkanocnym (dla nich w Wielkanoc ważniejszy jest obiad niż nasze śniadanie). 
Kiedy spróbowałam Colomby nic jeszcze nie wiedziałam o tradycjach z nią związanych. Miała ciekawy kształt, piękny migdałowy aromat, również na wierzchu miała coś pysznego - ni to kruszonka, ni to lukier. Zasadniczo jednak jest to ciasto drożdżowe z dużą ilością kandyzowanej skórki pomarańczowej i aromatu migdałowego w środku, i właśnie tą pyszna polewą, która okazała się zrobiona z białek i zmielonych migdałów. 
Jak później doczytałam kształt ten ma przypominać gołębicę na pamiątkę gołębicy, która przyleciała do Noego zwiastując opadnięcie wód potopu i symbolizując pojednanie ludzi z Bogiem. 

Ciasto to zostało wypieczone po raz pierwszy na początku XX wieku, w Mediolanie, chociaż według jednej legendy zostało upieczone po raz pierwszy w 750 roku w Pawii, która to w tym czasie znajdowała się pod oblężeniem króla Alboino i podobno dzięki temu prostemu gestowi król odpuścił mieszczanom... ;P Według wszelakich artykułów w internecie ciasto to jest odpowiednikiem Panettone, czyli jedzonej w okresie Bożego Narodzenie i Sylwestra drożdżowej babki z rodzynkami. Mnie w każdym razie bardzo smakuje! ;)

Z mokrych Włoch pozdrawiam Was ja! 


Komentarze